Michał Boym ze Lwowa był jednym z pierwszych Europejczyków, którzy próbowali opisać Chiny nie jako legendę, lecz jako realne państwo, cywilizację i system wiedzy. Jezuita, podróżnik, kartograf, przyrodnik i badacz medycyny chińskiej w XVII wieku dotarł do Makau, Hajnanu, Tonkinu i południowych prowincji Państwa Środka. Europie zostawił mapy, opisy roślin, zwierząt, lecznictwa i geografii, a Polsce — jedną z najwcześniejszych postaci w historii kontaktów z Chinami.
W połowie XVII wieku Państwo Środka pozostawało dla Europy odległe nie tylko geograficznie. Było znane z relacji misjonarzy, kupców i dyplomatów, ale ta wiedza wciąż mieszała obserwacje z wyobrażeniami. Mapy bywały niepełne. Przyroda Dalekiego Wschodu dopiero trafiała do europejskich opisów. Medycyna chińska, oparta na pulsie, obserwacji ciała, roślinach i własnym języku diagnozy, wydawała się osobnym systemem rozumienia człowieka.
W ten świat wszedł Michał Piotr Boym. Urodził się w 1612 roku we Lwowie, w rodzinie zamożnego mieszczanina. Do jezuitów wstąpił w 1629 roku, święcenia kapłańskie przyjął w 1641 roku, a dwa lata później wypłynął z Lizbony na Wschód. Do Makau dotarł w 1647 roku, po drodze przez Maderę, Wyspy Zielonego Przylądka, Mozambik, Zatokę Bengalską, Syjam i Goa.
Ta trasa oddaje skalę jego doświadczenia. Nie był człowiekiem jednej granicy. Należał do sieci jezuickiej, która łączyła Europę, Afrykę, Indie, portugalskie porty Azji i chińskie dwory. Jego znaczenie nie polegało jednak na samym dotarciu daleko. Z podróży przywiózł obserwacje, mapy, rysunki, nazwy, przekłady i próbę uporządkowania wiedzy o kraju, który w Europie dopiero zaczynano poznawać systematycznie.
Chiny w czasie wielkiej zmiany
Boym nie przybył do spokojnego państwa. Trafił na jeden z najbardziej burzliwych momentów w dziejach Chin. Dynastia Ming, rządząca od 1368 roku, chyliła się ku końcowi. Mandżurowie zdobywali kolejne obszary i budowali władzę nowej dynastii Qing. Na południu wciąż trwały ośrodki oporu związane z tzw. południowymi Mingami.
Po przybyciu z Makau jezuita znalazł się na Hajnanie. Uczył się chińskiego, prowadził misję, obserwował miejscowe życie i zbierał materiał do późniejszych prac o przyrodzie, medycynie oraz geografii. Gdy Mandżurowie zajęli wyspę, musiał uciekać do Tonkinu. Później został skierowany do dworu cesarza Yongli, ostatniego władcy z kręgu południowych Mingów, przebywającego w Guangxi.
Wtedy uczony misjonarz stał się również dyplomatą. Otrzymał listy dworu Yongli do papieża Innocentego X z prośbą o wsparcie przeciw Mandżurom. W 1650 roku wyruszył z Zhaoqing do Europy. Dwa lata później dotarł do Wenecji, a w 1653 roku do Rzymu. Na audiencję papieską czekał do 1655 roku, kiedy przyjął go już Aleksander VII.
Bogdan Góralczyk opisywał tę misję jako jeden z najwcześniejszych epizodów dyplomatycznego kontaktu Europy z Państwem Środka. W tej perspektywie Boym był nie tylko jezuitą i podróżnikiem, ale także pierwszym polskim sinologiem o międzynarodowej renomie.
Ambasador sprawy, której Europa nie podjęła
Misja od początku była obciążona politycznym ryzykiem. Dwór Yongli potrzebował pomocy, ale europejskie stolice nie były gotowe na realne zaangażowanie po stronie upadających Mingów. Portugalia, której pozycja w Makau zależała od ostrożnej gry handlowej, coraz uważniej patrzyła na relacje z Mandżurami. Jezuici także musieli myśleć o przetrwaniu swoich placówek w Chinach.
Boym znalazł się więc w dramatycznym położeniu. Był wysłannikiem chińskiego cesarza, ale reprezentował dwór, którego szanse malały z każdym miesiącem. W Europie zabiegał o pomoc, szukał protektorów, przygotowywał teksty i próbował nadać sprawie południowych Mingów rangę międzynarodową. Nie zdobył jednak wsparcia, które mogłoby zmienić bieg wydarzeń.
W 1656 roku ponownie wypłynął z Lizbony do Azji. Sama podróż odsłaniała skalę zagrożenia. Z ośmiu towarzyszących mu kapłanów tylko czterech dotarło do Goa. W Indiach dowiedział się, że pozycja Yongli jest coraz słabsza, a Makau nie chce przyjmować mingowskiego posła, aby nie psuć relacji z nową władzą w Chinach. Mimo to ruszył dalej.
Do celu już nie dotarł. Zmarł w 1659 roku w Guangxi, w drodze przez południowe Chiny, bez znanego grobu i bez politycznego zwycięstwa. Jego poselstwo przegrało z historią. Trwalsza okazała się wiedza, którą zebrał po drodze.
„Flora Sinensis”: Chiny opisane przez rośliny i zwierzęta
Najbardziej znanym dziełem Boyma jest „Flora Sinensis”, wydana w Wiedniu w 1656 roku. Biodiversity Heritage Library określa ją jako jedną z pierwszych europejskich książek przyrodniczych poświęconych Chinom. Publikacja liczyła 48 stron tekstu i zawierała 23 czarno-białe drzeworyty z przedstawieniami roślin, zwierząt oraz steli nestoriańskiej. Autor notował cechy gatunków, ich nazwy, występowanie i właściwości lecznicze.
Nie była to zwykła ciekawostka z dalekiej podróży. W XVII wieku opis rośliny mógł być jednocześnie informacją o handlu, medycynie, kuchni, klimacie i miejscowej wiedzy. W „Flora Sinensis” pojawiają się m.in. papaja, mango, gujawa, imbir, drzewo chlebowe, liczi i bananowiec karłowaty. Obok nich znalazły się zwierzęta, w tym hipopotam opisany na podstawie obserwacji z pobytu w Mozambiku.
Dla dzisiejszego czytelnika może to brzmieć jak katalog egzotycznych okazów. Dla Europy tamtej epoki był to jednak fragment nowej mapy świata. Boym pokazywał, że Państwo Środka nie jest tylko krainą jedwabiu, porcelany i cesarskich ceremonii. Jest konkretnym miejscem z własną florą, lecznictwem, nazwami, uprawami, zwierzętami i sposobami rozumienia natury.
W tym tkwiła jego przewaga nad wieloma autorami epoki. Nie poprzestawał na stwierdzeniu, że Chiny są niezwykłe. Próbował pokazać, z czego ta niezwykłość się składa.
Uczony, którego trudno zamknąć w jednej roli
„Flora Sinensis” przez lata bywała czytana głównie jako tekst botaniczny. To zrozumiałe, ale zbyt wąskie. Współczesne opracowania opisują ją jako dzieło przyrodnicze, medyczne, misjologiczne, polityczne, sinologiczne, a nawet literackie. Tak ujmuje je m.in. analiza poświęcona publikacji Boyma z repozytorium Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza.
Ten szczegół pozwala lepiej zrozumieć jego biografię. Nie był tylko misjonarzem. Nie był wyłącznie przyrodnikiem. Nie był też dyplomatą, który przy okazji pisał o roślinach. Działał w świecie, w którym wiedza nie była jeszcze podzielona tak ostro jak dziś.
Jezuita mógł uczyć języka, prowadzić misję, rysować mapy, zbierać rośliny, notować nazwy, przekładać pojęcia medyczne, pisać do papieża i rozmawiać z dworem cesarskim. U Boyma te role nie przeszkadzały sobie. Tworzyły jedną metodę poznawania Chin.
Jego życiorys wykracza poza opowieść o „Polaku w Chinach”. To historia powstawania europejskiej wiedzy o Państwie Środka w podróży, porcie, misji, rękopisie, na dworze i na mapie.
Mapy, które wyprzedził inny atlas
Boym zajmował się także kartografią. Jego atlas miał obejmować ogólną mapę Chin, piętnaście prowincji, wyspę Hajnan i półwysep Liaodong. Był dwujęzyczny. Tytuły oraz nazwy geograficzne podawano po łacinie i po chińsku. Mapom towarzyszyły rysunki przedstawiające dwór, urzędników, uczonych, żołnierzy, chłopów, a także florę i faunę.
Był to projekt niezwykły nie tylko ze względu na temat. Łączył europejski język kartografii z chińskimi nazwami i miejscową tradycją geograficzną. Boym nie rysował pustej przestrzeni czekającej na opis z zewnątrz. Próbował przedstawić kraj, który od dawna miał własną administrację, pamięć i sposób porządkowania terytorium.
Atlas nie został jednak opublikowany. W 1655 roku w Amsterdamie ukazał się „Novus Atlas Sinensis” Martina Martiniego i to on zbudował w Europie silniejsze wyobrażenie o geografii Chin. Opracowanie dotyczące „Flora Sinensis” wskazuje, że projekt Boyma pod wieloma względami był bogatszy, m.in. w informacje o zasobach naturalnych, lecz przegrał z czasem, konkurencją wydawniczą i politycznymi okolicznościami.
To jeden z bardziej gorzkich wątków tej biografii. Lwowianin był blisko tego, by stać się jednym z głównych kartografów Chin w europejskiej wyobraźni. Ostatecznie został uczonym, którego znaczenie trzeba było później wydobywać z rękopisów, cudzych kompendiów i rozproszonych śladów.
Medycyna chińska przed europejskimi lekarzami
Drugim szczególnie nowatorskim obszarem jego pracy była medycyna chińska. Boym należał do pierwszych Europejczyków, którzy próbowali systematycznie opisać miejscowe rośliny lecznicze i sposoby diagnozy. Interesowała go zwłaszcza nauka o pulsie, obserwacja języka oraz relacja między wyglądem ciała a rozpoznaniem choroby.
Z dziełami medycznymi przypisywanymi Boymowi wiążą się spory badaczy. „Clavis Medica ad Chinarum Doctrinam De Pulsibus”, wydana pośmiertnie, przez jednych jest traktowana jako pełniejsza wersja planowanego dzieła „Medicus Sinicus”, przez innych jako tekst wymagający ostrożniejszego przypisania. Sama debata potwierdza, że materiał zgromadzony przez jezuitę był ważny dla pierwszych europejskich prób zrozumienia chińskiego lecznictwa.
Nie chodziło o zachwyt nad „egzotycznym leczeniem”. Boym próbował przełożyć obcy system wiedzy na język zrozumiały dla europejskich uczonych i lekarzy. To wymagało cierpliwości, znajomości pojęć oraz gotowości do uznania, że inna cywilizacja może mieć własny, spójny sposób opisywania ciała.
Kamień z Xi’an i pamięć o dawnym chrześcijaństwie
W dorobku Boyma znajduje się również wątek steli nestoriańskiej z Xi’an, dawniej znanego w Europie jako Singanfu. Inskrypcja odkryta w 1625 roku mówiła o obecności chrześcijaństwa nestoriańskiego w Chinach już w VII wieku. Dla katolickich misjonarzy była to informacja o dużym znaczeniu. Pokazywała, że chrześcijaństwo nie jest w Państwie Środka całkowicie obce ani nowe.
Boym przygotował jedno z pierwszych naukowych opracowań i tłumaczeń tej inskrypcji. Materiał został później wykorzystany w „China illustrata” Atanazego Kirchera, opublikowanej w Amsterdamie w 1667 roku.
Ten epizod odsłania obieg wiedzy w XVII wieku. Jezuita zbierał materiał w Azji, jego prace krążyły po Europie, a inni autorzy włączali je do większych kompendiów. W rezultacie wpływał na obraz Chin nawet wtedy, gdy jego nazwisko schodziło na drugi plan.
Kajdański przywraca Boyma Polsce
W polskich badaniach nad Boymem szczególne miejsce zajmuje Edward Kajdański. Poświęcił mu książki „Michał Boym. Ostatni wysłannik dynastii Ming” oraz „Michał Boym. Ambasador Państwa Środka”, a także liczne artykuły. Opracowanie z UAM wskazuje, że to właśnie Kajdański odegrał pionierską rolę w odtwarzaniu i całościowym opisie dorobku lwowskiego jezuity.
Boym jest postacią paradoksalną. Za granicą pojawia się w historii sinologii, botaniki, medycyny i misji jezuickich. W Polsce długo pozostawał znany głównie specjalistom. Tymczasem jego życiorys mógłby być jedną z najmocniejszych opowieści o dawnych relacjach Polski z Chinami.
Nie trzeba robić z niego „polskiego Marco Polo”. To porównanie jest efektowne, ale nietrafne. Marco Polo należy do wyobraźni średniowiecznej podróży do Azji. Boym był człowiekiem innej epoki. Był jezuitą czasów atlasów, łacińskich opisów, papieskiej dyplomacji, chińskich nazw geograficznych i pierwszych prób naukowego przekładu Państwa Środka na język Europy.
Dlaczego Boym jest potrzebny dzisiaj
Historia Boyma przypomina, że relacje Polski z Chinami nie zaczynają się od kontenerów, inwestycji, wiz państwowych ani współczesnych sporów geopolitycznych. Mają głębszy, ludzki i intelektualny wymiar.
W XVII wieku jeden jezuita ze Lwowa próbował zrozumieć Państwo Środka przez rzeczy konkretne. Były nimi roślina, mapa, nazwa, lekarstwo, dworski dokument, inskrypcja, port i droga przez południowe prowincje. Nie miał narzędzi współczesnej nauki. Patrzył przez filtr swojej religii, epoki i misji. Miał jednak cechy, bez których rzetelna wiedza o Chinach nadal nie powstaje. Były nimi ciekawość, pracowitość, kontakt z miejscem i szacunek dla złożoności.
Jego polityczna misja zakończyła się porażką. Dwór Mingów upadł, a kraj wszedł w epokę Qingów. Naukowy ślad okazał się jednak trwalszy niż poselstwo, z którym jechał do Europy.
Michał Boym nie jest tylko postacią z przypisu do historii jezuitów. Jest jednym z pierwszych polskich ludzi Chin — człowiekiem, który próbował opisać Państwo Środka, zanim Europa nauczyła się naprawdę je czytać.


























