Dziewięć kilometrów pod powierzchnią oceanu świat wygląda inaczej niż wszystko, co znamy z lądu. Nie ma światła słonecznego. Nie ma roślin. Nie ma zwykłego ruchu zwierząt, który można obserwować w płytkich morzach. Jest ciemność, zimno i ciśnienie tak ogromne, że kadłub batyskafu musi znosić siłę trudną do wyobrażenia.
Właśnie tam chiński batyskaf Fendouzhe, czyli „Striver”, oświetlił dno Rowu Kurylsko-Kamczackiego. W snopie światła pojawiły się czerwone, rurkowate organizmy, małże, ukwiały i inne formy życia. Nie pojedyncze ślady przetrwania, ale cały złożony ekosystem.
Na głębokości ponad 9000 metrów.
Za tym odkryciem stoi Du Mengran, 39-letnia badaczka z Chińskiej Akademii Nauk. Ma za sobą ponad 30 zejść chińskimi batyskafami, lata pracy na statkach badawczych i wyprawę, która pokazała, że głębiny oceanu są mniej puste, niż przez długi czas sądzono.
W 2025 roku magazyn „Nature” nazwał ją „Deep Diver” i umieścił wśród dziesięciu osób, które kształtowały naukę. W Chinach otrzymała Medal 4 Maja dla Młodzieży Chińskiej — wyróżnienie przyznawane młodym ludziom za osiągnięcia ważne dla rozwoju kraju.
Tam, gdzie nie miało być życia
Najważniejsza wyprawa Du Mengran odbyła się w 2024 roku. Chiński zespół prowadził badania w Rowie Kurylsko-Kamczackim, w północno-zachodniej części Pacyfiku. Fendouzhe zszedł wtedy na głębokość 9533 metrów.
To głębiej, niż Mount Everest wznosi się nad poziomem morza.
Dla większości ludzi taka liczba jest abstrakcją. Dla naukowców oznacza środowisko skrajne: prawie całkowitą ciemność, brak fotosyntezy, ogromne ciśnienie i warunki, w których każdy element sprzętu musi działać bezbłędnie. W środku batyskafu badacze spędzają wiele godzin w ciasnej kabinie, zależni od konstrukcji pojazdu, łączności, procedur i pracy całego zespołu na powierzchni.
To właśnie tam Du Mengran i jej współpracownicy zobaczyli organizmy, które nie powinny pasować do dawnego wyobrażenia o tej głębokości. Nie były to przypadkowe pojedyncze stworzenia. Tworzyły wspólnotę życia.
Dla biologii głębin to odkrycie o dużej wadze. Pokazuje, że nawet tam, gdzie nie dociera światło słoneczne, życie potrafi zbudować własny system przetrwania.
Energia bez słońca
Organizmy odkryte przez chiński zespół nie żyją dzięki fotosyntezie. Ich świat nie zależy od zielonych roślin, światła ani klasycznego łańcucha pokarmowego znanego z powierzchni.
Podstawą jest chemosynteza. Mikroorganizmy wykorzystują energię z metanu i siarkowodoru, a wokół nich powstaje cała wspólnota zwierząt. To inny porządek życia — cichy, ukryty i przez długi czas prawie niedostępny dla bezpośrednich badań.
Po pierwszym zejściu Du Mengran poprowadziła kolejne nurkowania. Łącznie wykonano ich 24 wzdłuż rowu o długości około 2500 kilometrów. Chińscy badacze zobaczyli podobne wspólnoty organizmów w wielu miejscach, co pozwoliło mówić nie o pojedynczym znalezisku, lecz o szerszym głębinowym pasie życia.
Wyniki badań zostały opublikowane w „Nature” na początku 2025 roku. Dla Du Mengran był to przełom naukowy. Dla Chin — dowód, że krajowe programy głębinowe weszły na poziom, na którym mogą dostarczać odkryć ważnych dla światowej nauki.
Dziewczyna z Anhui i morze
Du Mengran nie pochodzi z nadmorskiego miasta. Dorastała w prowincji Anhui, we wschodnich Chinach, z dala od oceanu. Jej droga do głębin zaczęła się w 2004 roku, gdy rozpoczęła studia na Ocean University of China.
Później wyjechała do Stanów Zjednoczonych. Doktorat uzyskała na Texas A&M University. W 2014 roku wróciła do Chin i dołączyła do nowo utworzonego Instytutu Nauk i Inżynierii Głębinowej Chińskiej Akademii Nauk na wyspie Hainan.
Dziś instytut kojarzy się z batyskafami, statkami badawczymi i ambitnymi programami eksploracji oceanów. Początki były jednak znacznie skromniejsze. Naukowcy pracowali w wynajętym budynku. Sprzęt laboratoryjny przeciążał instalację elektryczną. Do pierwszych prób na morzu trzeba było pożyczać małe łodzie rybackie.
To ważny szczegół, bo dobrze pokazuje tempo chińskiej nauki ostatniej dekady. Wiele programów, które dziś wyglądają jak gotowa infrastruktura państwa technologicznego, zaczynało się od małych zespołów, ograniczonego sprzętu i bardzo długiej listy rzeczy do zrobienia.
Du Mengran trafiła właśnie w taki moment. Nie do gotowego świata, ale do instytucji, która dopiero budowała swoje możliwości.
Chińskie batyskafy, chińskie próbki, chińskie odkrycia
Historia Du Mengran jest też historią chińskiej technologii głębinowej. Chiny nie chcą już tylko uczestniczyć w badaniach oceanu jako obserwator albo odbiorca cudzych danych. Budują własne pojazdy, własne statki, własne laboratoria i własne zespoły naukowe.
Batyskaf Fendouzhe stał się jednym z symboli tego procesu. Pojazd ustanowił chiński rekord załogowego zejścia na głębokość ponad 10 000 metrów. Dzięki takim narzędziom chińscy naukowcy mogą samodzielnie pobierać próbki, prowadzić obserwacje i wracać w te same miejsca z kolejnymi pytaniami badawczymi.
To zmienia pozycję Chin w oceanografii. Głębokie morze nie jest już obszarem, do którego dostęp mają tylko nieliczne państwa z wieloletnim zapleczem technologicznym. Pekin pokazuje, że także w tej dziedzinie chce być nie tylko uczestnikiem, ale jednym z organizatorów międzynarodowych badań.
W czerwcu 2025 roku Organizacja Narodów Zjednoczonych poparła program Global Trench Exploration and Diving, zaproponowany przez chiński instytut we współpracy z partnerami z ponad 10 państw. W ramach tego programu Chiny i Chile przeprowadziły wspólną wyprawę do wschodniego Pacyfiku, zakończoną w marcu 2026 roku.
Du Mengran była chińską główną naukowczynią tej ekspedycji.
Nauka bez romantycznych dekoracji
Badania głębinowe brzmią jak przygoda, ale w praktyce są ciężką, powtarzalną i wymagającą pracą. Wyprawy trwają tygodniami. Czasem miesiącami. Dzień na statku zależy od pogody, sprzętu, harmonogramu zejść i tego, czy próbki uda się zabezpieczyć w odpowiednim momencie.
Du Mengran potrafi spędzać poza lądem prawie pół roku. Po wynurzeniu batyskafu nie kończy pracy. Trzeba opisać próbki, przenieść je do laboratorium, zabezpieczyć materiał biologiczny, porównać dane, sprawdzić nagrania i przygotować kolejne analizy.
To nie jest nauka robiona z dystansu. To praca w rytmie statku, morza, aparatury i godzin spędzonych w ciasnej kabinie.
Jej współpracownicy zwracają uwagę na konsekwencję i spokój. Sama Du podkreśla, że wobec nauki wszyscy są równi. W głębinach nie liczy się dekoracja kariery, tylko przygotowanie, odporność i odpowiedzialność za zespół.
Ten wątek jest ważny także społecznie. Chiny coraz częściej pokazują młodych naukowców jako twarze modernizacji kraju. Nie tylko inżynierów od sztucznej inteligencji, chipów czy rakiet, ale też ludzi pracujących w oceanografii, biologii, geologii i badaniach środowisk skrajnych.
Nowa twarz chińskiej nauki
Du Mengran dobrze pasuje do tej opowieści. Nie jest celebrytką technologii ani założycielką start-upu. Jest badaczką, której praca wymaga cierpliwości, powtarzalności i zaufania do zespołu.
A jednak jej historia ma wymiar symboliczny. Pokazuje Chiny, które nie ograniczają modernizacji do fabryk, kolei, robotów i centrów danych. Pokazuje państwo inwestujące także w poznanie przestrzeni trudnych, drogich i ryzykownych — takich, które nie dają natychmiastowego zysku, ale budują kompetencje na dekady.
W chińskim języku rozwoju coraz częściej pojawia się połączenie nauki, technologii, edukacji i talentów. Nie jest ono przypadkowe. Programy takie jak badania głębinowe potrzebują wszystkich tych elementów naraz: uczelni, laboratoriów, statków, przemysłu, inżynierów, biologów, geologów i finansowania, które nie kończy się po jednym sezonie.
Du Mengran jest twarzą właśnie takiego modelu. Jej odkrycie nie powstało z jednego genialnego momentu, ale z długiego budowania zdolności: od uczelni, przez instytut na Hainanie, po batyskaf zdolny zejść tam, gdzie człowiek dociera niezwykle rzadko.
Kolejna granica: ocean pod lodem
Du Mengran nie zatrzymuje się na Rowie Kurylsko-Kamczackim. Wśród jej kolejnych planów są badania oceanu pod lodem polarnym. To środowisko jeszcze trudniejsze logistycznie i technologicznie: zimno, izolacja, ograniczony dostęp, większe ryzyko i konieczność koordynacji wielu zespołów.
Dla chińskiej nauki to naturalny następny krok. Skoro kraj rozwinął własne batyskafy, statki badawcze i zespoły głębinowe, kolejne wyprawy będą sięgały coraz trudniejszych miejsc. Nie tylko po rekordy, ale po dane, próbki i odpowiedzi na pytania o granice życia na Ziemi.
Historia Du Mengran zaczyna się więc od jednego obrazu: czerwonych organizmów oświetlonych przez batyskaf na głębokości ponad 9000 metrów. Ale jej znaczenie jest szersze. Pokazuje, że chińska nauka schodzi coraz głębiej — dosłownie i technologicznie.
Następne wyprawy mają sprawdzić, jak daleko sięga głębinowy pas życia i co jego istnienie mówi o oceanach, klimacie, biologii oraz zdolności organizmów do przetrwania tam, gdzie człowiek dopiero uczy się patrzeć.



























