2 czerwca przed Ambasadą Chińskiej Republiki Ludowej w Warszawie kolejka na China Day w Warszawie ciągnęła się od portierni w stronę skrzyżowania Bonifraterskiej ze Świętojerską i miała ponad sto metrów. Mimo dużej liczby gości wejście przebiegało sprawnie, a kolejne osoby dochodziły jeszcze po rozpoczęciu wydarzenia. Przyszli uczniowie, studenci, przedstawiciele uczelni, ludzie biznesu i warszawiacy ciekawi Chin. Podczas powitania przez J.E. Ambasadora Lu Shana i wystąpienia Edwarda Warchockiego hol wyraźnie się zapełnił. Później uczestnicy rozeszli się po ogrodach i salach ambasady, w atmosferze rozmowy, gościnności i bezpośredniego spotkania z chińską kulturą oraz technologią.
J.E. Ambasador Lu Shan mówił, że ambasada nie jest jedynie tajemniczym miejscem dyplomacji. Jest także platformą dialogu i wymiany, która powinna być bardziej otwarta dla mieszkańców Warszawy, sąsiadów i dzieci. Tego dnia goście mogli wejść do placówki dyplomatycznej z ciekawością, obejrzeć kolekcję, wziąć udział w warsztatach, porozmawiać z gospodarzami i spotkać chińskie firmy działające w Polsce. Właśnie tak Ambasada Chin w Warszawie pokazała, że współpraca polsko-chińska zaczyna się także od zwykłego spotkania i rozmowy.
W holu stały modele między innymi chińskiej stacji kosmicznej Tiangong oraz pociągu Fuxing. Już przy wejściu pojawiały się jedne z najbardziej rozpoznawalnych symboli chińskiej modernizacji ostatnich dekad — program kosmiczny, kolej dużych prędkości, infrastruktura i osiągnięcia technologiczne państwa, które konsekwentnie buduje własną drogę rozwoju.

Z holu goście wchodzili na piętro, gdzie czekały chińskie obrazy, rysunki, wazy, dekoracyjne przedmioty i elementy wystroju ambasady. Przy eksponatach osoby pracujące w placówce opowiadały o ich znaczeniu i kontekście. Ludzie zatrzymywali się, podziwiali, dopytywali i fotografowali obiekty, które zwykle są częścią reprezentacyjnej przestrzeni ambasady.
Duże zainteresowanie, zwłaszcza wśród dzieci, wzbudzały warsztaty kaligrafii w zewnętrznej części ambasady. Był tusz, pędzle, papier i pierwsze próby pisania chińskich znaków. Jedni patrzyli, jak piszą osoby prowadzące zajęcia, inni sami siadali do papieru. Dla wielu była to pierwsza okazja, żeby spróbować chińskiej kaligrafii własną ręką. W tej części wydarzenia chińska kultura i technologia nie konkurowały ze sobą, tylko tworzyły dwa różne sposoby poznawania współczesnych Chin.


Na miejscu rozdawano książki chińskich autorów. Szczególnym zainteresowaniem, zwłaszcza wśród studentów, cieszył się piąty tom serii „Zarządzanie Chinami”, znanej w angielskim wydaniu jako „The Governance of China”, autorstwa przewodniczącego Chińskiej Republiki Ludowej Xi Jinpinga. Przy wydarzeniu łączącym kulturę, gospodarkę i innowacje obecność tej książki dobrze wpisywała się w rozmowy o chińskiej modernizacji, zarządzaniu państwem, rozwoju technologicznym i roli Chin we współczesnym świecie.
Były też jabłka-przyjaźni. Nawiązywały do wizyty Xi Jinpinga w Warszawie w 2016 roku, kiedy prezydent Andrzej Duda poczęstował chińskiego przywódcę polskimi jabłkami. Drobny gest wpisał się wówczas w konkretny etap relacji gospodarczych — rozmowy o otwieraniu chińskiego rynku na polskie owoce i podpisanie protokołu fitosanitarnego dotyczącego eksportu jabłek do Chin. Podczas China Day jabłko wróciło jako prosty, czytelny znak przyjaźni i ciągłości relacji polsko-chińskich.
W ogrodach, oprócz kaligrafii i namiotu z poczęstunkiem, stanęły jedne z nowszych modeli chińskiej motoryzacji prezentowanych europejskim odbiorcom. XPENG pokazał P7+, elektrycznego liftbacka klasy wyższej łączącego przestronne wnętrze, szybkie ładowanie, rozwiązania cyfrowe i systemy wspomagania jazdy oparte na AI. Exlantix, marka premium koncernu Chery, zaprezentował sedana Exlantix ES, znanego w Chinach jako Exeed Sterra ES. Goście chętnie wsiadali do aut, oglądali wnętrza i robili zdjęcia. Widać było, że chińskie samochody w Polsce robią dobre wrażenie — wyglądem, jakością wykończenia i technologicznym wyposażeniem, które coraz mocniej wyróżnia chińskie marki na europejskim rynku.


Obok Exlantixa stał Mornine, humanoidalny robot AiMOGA rozwijany przez Chery dla Omoda & Jaecoo jako inteligentny konsultant sprzedaży. Auto i robot pokazywały dwa kierunki tej samej zmiany — chińską elektromobilność oraz sztuczną inteligencję w kontakcie z klientem.
W pewnym momencie do Mornine dołączył Edward Warchocki. Zagadywał jak dżentelmen, rzucał komplementy, a później oba roboty zatańczyły razem. Telefony od razu poszły w górę, ludzie podchodzili bliżej, śmiali się i nagrywali całą scenę. Roboty mówiły, reagowały, tańczyły i naturalnie wciągały gości w rozmowę.
Edward Warchocki przykuwał uwagę przez cały dzień. Podczas powitania tłumaczył wystąpienie J.E. Ambasadora Lu Shana z chińskiego na polski i angielski, a później ruszył między zaciekawionych gości. To humanoidalny robot oparty na chińskiej platformie Unitree G1, któremu w Polsce nadano własną osobowość i rolę robo-influencera. Rozmawiał po polsku albo po chińsku, zależnie od rozmówcy, pozował do zdjęć i przez długi czas skupiał wokół siebie jedną z największych grup uczestników.
China Day w Ambasadzie Chińskiej Republiki Ludowej połączył zapowiadane przez placówkę 5000 lat chińskiej tradycji z technologią przyszłości. Najważniejszym obrazem, który został po tym spotkaniu, byli jednak ludzie — goście pytający o eksponaty, dzieci próbujące kaligrafii, rozmowy w ogrodzie, wspólne zdjęcia i gospodarze cierpliwie oprowadzający po ambasadzie. Właśnie z takich scen najłatwiej wyrasta przyjaźń polsko-chińska. Oby było więcej takich okazji do spotkań, a kolejne wydarzenia Ambasady Chin w Warszawie warto uważnie śledzić.























