Trump wylądował w Pekinie wieczorem 13 maja. Air Force One zakończył lot do Chin, a na lotnisku prezydenta Stanów Zjednoczonych powitał Han Zheng, wiceprzewodniczący Chińskiej Republiki Ludowej. Od tego momentu rozpoczyna się właściwa część wizyty, której polityczny ciężar przenosi się z trasy przelotu do rozmów w Pekinie.

Xinhua podała komunikat o przylocie o godz. 20.17 czasu pekińskiego. Według chińskiej agencji Trump przybył do stolicy Chin specjalnym samolotem na zaproszenie przewodniczącego Xi Jinpinga i rozpoczął państwową wizytę w Chinach.

Sama depesza jest krótka, ale ważna. Potwierdza koniec kilkunastogodzinnego oczekiwania na lądowanie i otwiera etap, w którym liczyć się będą już nie zapowiedzi, lecz rozmowy na najwyższym szczeblu.

Pobyt Trumpa potrwa od 13 do 15 maja. Taką datę podało wcześniej chińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Wizyta ma rangę państwową, więc jej program obejmuje pełny protokół dyplomatyczny i bezpośrednie spotkania przywódców.

Dla Pekinu kluczowe nie jest samo lądowanie Air Force One, lecz to, czy rozmowy Xi Jinping–Trump pozwolą ograniczyć napięcia między dwiema największymi gospodarkami świata. Relacje Chiny–USA pozostają obciążone sporami o handel, cła, kontrolę eksportu, półprzewodniki i technologie związane ze sztuczną inteligencją.

Chińska strona będzie podkreślać potrzebę dialogu, wzajemnego szacunku i zarządzania różnicami bez eskalacji. To stała formuła Pekinu, ale tym razem ma bardzo praktyczne znaczenie. Od rozmów w Pekinie zależy atmosfera wokół handlu, technologii i bezpieczeństwa w Azji w kolejnych miesiącach.

Po przylocie ciężar wizyty przesuwa się z lotniska do sal rozmów. Tam okaże się, czy obecność amerykańskiej delegacji politycznej i biznesowej przełoży się na konkretne ustalenia, czy jedynie na utrzymanie kanału komunikacji między Pekinem a Waszyngtonem.