Trump leci do Pekinu z delegacją, w której obok urzędników administracji USA znaleźli się szefowie i przedstawiciele najważniejszych amerykańskich firm technologicznych i finansowych. Wizyta prezydenta USA w Chinach, pierwsza od 2017 roku, ma połączyć rozmowę o dyplomacji z twardymi interesami gospodarczymi: dostępem do rynku, półprzewodnikami, sztuczną inteligencją i bezpieczeństwem w Azji.
Trump opuścił Biały Dom 12 maja o godz. 13:40 czasu wschodniego USA. W Polsce była wtedy 19:40, a w Pekinie 1:40 w nocy 13 maja. Z Waszyngtonu prezydent udał się do bazy Joint Base Andrews, skąd Air Force One ruszył w kierunku Chin.
Lot z okolic Waszyngtonu do Pekinu trwa zwykle około 13–15 godzin. Tym razem do samego przelotu trzeba doliczyć procedury prezydenckie i postój techniczny. Według Reutersa samolot zatrzymał się na Alasce, a przylot Trumpa do Pekinu spodziewany jest późnym wieczorem czasu lokalnego.
Według stanu na godz. 11:35 w Polsce, czyli 17:35 w Pekinie, nie było jeszcze oficjalnego komunikatu Xinhua, CCTV, chińskiego MSZ ani Białego Domu o lądowaniu prezydenta USA. Chiński portal The Paper informował wcześniej, że Trump ma dotrzeć do Chin później tego samego dnia.
Pierwsza taka wizyta od 2017 roku
Pobyt Trumpa w Chinach zaplanowano na 13–15 maja. Wizyta odbywa się na zaproszenie Xi Jinpinga i ma rangę państwową. To kolejny bezpośredni kontakt przywódców po spotkaniu w Pusanie w październiku 2025 roku.
Chińska strona mówi o równości, wzajemnym szacunku, obopólnych korzyściach i zarządzaniu sporami. Ta formuła ma dziś konkretne znaczenie. Pekin deklaruje gotowość do rozmowy, ale odrzuca negocjacje prowadzone pod presją sankcji, ceł i ograniczeń technologicznych.
Relacje Chiny-USA pozostają jednym z najtrudniejszych pól światowej polityki. Handel, półprzewodniki, kontrola eksportu, bezpieczeństwo w Azji i kwestia Tajwanu tworzą pakiet spraw, którego nie da się rozwiązać jednym spotkaniem. Rozmowy Xi–Trump mogą jednak nadać ton kolejnym miesiącom.
Nvidia przy stole rozmów
Najważniejszą nowością ostatnich godzin jest obecność Jensena Huanga, szefa Nvidii. To amerykański przedsiębiorca chińskiego pochodzenia, urodzony na Tajwanie, który w 1993 roku współtworzył jedną z najważniejszych dziś firm technologicznych świata. Huang zna język chiński; według biograficznych opisów w domu słyszał hokkien, a mandaryńskiego uczył się później w kontaktach z chińskimi współpracownikami. Według The Paper i Reutersa Trump zaprosił go w ostatniej chwili. Reporterzy Białego Domu mieli widzieć Huanga przy Air Force One podczas postoju na Alasce, a Nvidia potwierdziła jego udział w podróży.
Nvidia stała się jednym z symboli amerykańskiej przewagi technologicznej. Jej układy są kluczowe dla rozwoju sztucznej inteligencji, a dostęp Chin do zaawansowanych chipów od miesięcy pozostaje jednym z głównych punktów sporu z Waszyngtonem.
W tej sprawie interesy rządu USA i amerykańskich firm nie zawsze są identyczne. Administracja chce kontrolować eksport technologii o znaczeniu strategicznym. Spółki technologiczne patrzą także na sprzedaż, udział w rynku i ryzyko oddania Chin lokalnym konkurentom.
Korporacyjna delegacja Trumpa
W relacjach o delegacji biznesowej pojawiają się również Elon Musk, Tim Cook, David Solomon z Goldman Sachs, Stephen Schwarzman z Blackstone, Larry Fink z BlackRock, Jane Fraser z Citi oraz Nicola Mendelsohn z Meta. Każde z tych nazwisk prowadzi do innego fragmentu relacji gospodarczych między USA i Chinami.
Musk to Tesla, produkcja i konkurencja na rynku samochodów elektrycznych. Cook to Apple, łańcuchy dostaw i sprzedaż urządzeń. Szefowie BlackRock, Blackstone, Goldman Sachs i Citi reprezentują kapitał, dla którego Chiny pozostają jednym z najważniejszych rynków świata.
Niektórzy nazywają ich drugim rządem USA, ale z pewnością jest to zaplecze, którego nie da się oddzielić od polityki. Decyzje o cłach, sankcjach, eksporcie chipów i dostępie do rynku natychmiast przekładają się na bilanse tych firm. Dlatego ich obecność w Pekinie ma znaczenie większe niż zwykły element protokołu.
Handel, AI i bezpieczeństwo
Rozmowy Xi–Trump mają objąć przede wszystkim gospodarkę. Waszyngton będzie chciał rozmawiać o dostępie do chińskiego rynku, eksporcie, produktach rolnych, samolotach Boeinga, energii i metalach ziem rzadkich. Chiny będą naciskać na stabilne zasady i ograniczenie działań, które uznają za blokowanie ich modernizacji.
Drugim obszarem będą technologie. Półprzewodniki, sztuczna inteligencja, kontrola eksportu i bezpieczeństwo danych stały się jednym z najostrzejszych pól rywalizacji. Dla Chin to kwestia rozwoju. Dla USA — przewagi strategicznej.
Trzecim tematem pozostaje bezpieczeństwo w Azji, w tym kwestia Tajwanu. Chińska strona będzie oczekiwać respektowania zasady jednych Chin i ograniczenia działań, które Pekin uznaje za wzmacnianie napięć wokół wyspy.
Do rozmów mogą dojść także sprawy globalne, w tym wojna w Iranie, bezpieczeństwo energetyczne i stabilność rynków. Trump przed podróżą sygnalizował, że temat Iranu może pojawić się podczas spotkania z Xi Jinpingiem.
Pekin szykuje oprawę
Program wizyty ma mieć wyraźną symbolikę. Według Reutersa Trump ma zostać przyjęty w Wielkiej Hali Ludowej, odwiedzić Świątynię Nieba i wziąć udział w bankiecie państwowym.
Wielka Hala Ludowa nadaje rozmowom rangę państwową. Świątynia Nieba wprowadza tło historyczne i cywilizacyjne. Chińska stolica przyjmuje prezydenta USA z pełnym ceremoniałem, ale w przestrzeni mocno zakorzenionej w tradycji państwowej Chin.
Chińskie media przed przylotem pisały o możliwym „nowym rozdziale” w relacjach Chiny-USA. W praktyce chodzi o ograniczenie ryzyka gwałtownej eskalacji, która uderzyłaby w rynki, łańcuchy dostaw i bezpieczeństwo w Azji.
Najpierw lądowanie, potem rozmowy
Najważniejszy polityczny moment wizyty zaplanowano na (jutro) 14 maja. Wtedy okaże się, czy szeroki skład delegacji przełoży się na konkretne ustalenia w sprawie handlu, technologii i bezpieczeństwa.
Dla Trumpa wizyta jest szansą na pokazanie gospodarczych efektów rozmów z Chinami. Dla Xi Jinpinga — okazją do rozmowy z USA z pozycji państwa, które nie chce eskalacji, ale nie zamierza przyjmować warunków narzucanych z zewnątrz. Dla amerykańskich korporacji — momentem, w którym polityka może zdecydować o dostępie do jednego z najważniejszych rynków świata.
Do czasu oficjalnego komunikatu o lądowaniu Air Force One pozostaje to podróż w toku. Dopiero przylot do Pekinu otworzy właściwą część wizyty: rozmowy o chipach, handlu, bezpieczeństwie w Azji i roli Chin w globalnej gospodarce.
























