W relacjach Pekinu i Waszyngtonu coraz mniej jest miejsca na proste gesty. Taryfy, półprzewodniki, łańcuchy dostaw i bezpieczeństwo w regionie Azji i Pacyfiku splatają się dziś w jeden węzeł. Każda decyzja jednej strony szybko odbija się po drugiej, a polityczne hasła coraz częściej zderzają się z kosztami, które ponoszą firmy, uczelnie, konsumenci i całe sektory gospodarki.
Właśnie dlatego najnowsze sondaże po obu stronach Pacyfiku są tak ciekawe. Pokazują nie falę emocji, lecz chłodniejszą ocenę sytuacji. Chińscy respondenci dostrzegają znaczenie Stanów Zjednoczonych, ale oczekują poszanowania suwerenności, integralności terytorialnej i prawa Chin do własnej ścieżki rozwoju. Amerykanie coraz częściej wybierają zaangażowanie zamiast odcinania się od Pekinu, choć ich odpowiedzi mocno dzieli polityka wewnętrzna.
Chińska ocena układu sił
Badanie Chicago Council on Global Affairs i The Carter Center przeprowadzono od 25 kwietnia do 16 czerwca 2025 roku wśród 1002 dorosłych mieszkańców kontynentalnej części Chin. Próba nie obejmowała respondentów z Hongkongu, Makau i Tajwanu, dlatego wyniki odnoszą się do nastrojów społecznych na kontynencie. To ważny punkt wyjścia dla analizy, bo sondaż Chiny USA pokazuje przede wszystkim sposób myślenia mieszkańców części kontynentalnej kraju.
W odpowiedziach nie widać ani euforii, ani niepewności. 37 proc. respondentów uznało Stany Zjednoczone za silniejsze gospodarczo, 32 proc. wskazało Chiny, a 31 proc. oceniło, że oba państwa są mniej więcej równe. W sprawach wojskowych najczęściej padała odpowiedź o równowadze — wybrało ją 39 proc. ankietowanych. Chiny wskazało 31 proc., USA 29 proc.
Jeszcze wyraźniej różnice widać wśród osób z dyplomem licencjackim lub wyższym. W tej grupie 49 proc. uznało Amerykanów za silniejszych ekonomicznie, a 36 proc. za mocniejszych militarnie. To nie oznacza braku wiary we własny kraj. Raczej pokazuje społeczeństwo, które potrafi trzeźwo ocenić zasoby konkurenta: kapitał, technologie, armię, uniwersytety, korporacje i sieć sojuszy.
Dla Pekinu taka świadomość nie jest kłopotem. Państwo planujące w perspektywie dekad nie musi udawać, że rywal jest słaby. Ważniejsze jest rozpoznanie jego przewag i systematyczne budowanie własnych.
Nieufność bez zerwania
Najmocniejszy wynik dotyczy zaufania. Tylko 17 proc. badanych uznało USA za przyjaciela Chin. 83 proc. było przeciwnego zdania. Po latach ceł, kontroli eksportu, sankcji, napięć dyplomatycznych i sporów wokół podstawowych interesów ChRL taki rezultat nie zaskakuje.
Nie przekłada się on jednak na wolę zamknięcia relacji. 61 proc. respondentów opowiedziało się za podejściem dwutorowym: utrzymywać kontakty tam, gdzie służą interesom Chin, oraz ograniczać amerykańskie działania tam, gdzie uderzają w bezpieczeństwo lub rozwój kraju.
To sedno obecnego nastawienia. Dialog — tak, ale nie za cenę ustępstw w sprawach zasadniczych. Wymiana gospodarcza — tak, ale bez zależności. Stabilizacja — tak, pod warunkiem równego traktowania.
Handel jako bezpiecznik
Najbardziej wymowny jest stosunek do gospodarki. 71 proc. Chińczyków uznało, że wymiana ze Stanami Zjednoczonymi bardziej wzmacnia bezpieczeństwo narodowe ChRL, niż je osłabia.
Ten wynik dobrze oddaje różnicę między sporem politycznym a codzienną praktyką biznesu. Waszyngton może być trudnym partnerem, ale pozostaje ważnym rynkiem, źródłem kontaktów i częścią globalnego systemu produkcji. Za statystykami stoją zamówienia, miejsca pracy, przepływ kapitału, współpraca firm i kanały komunikacji, które w okresach napięcia mają szczególną wartość.
Pekin nie odczytuje tego jako zachęty do biernej zależności. Obecny kurs polega na łączeniu otwartości z odpornością: utrzymywać udział w globalnej gospodarce, wzmacniać rynek wewnętrzny, inwestować w naukę, rozwijać przemysł i zmniejszać podatność na ograniczenia w kluczowych technologiach.
Amerykańska zmiana tonu
Po drugiej stronie Pacyfiku także widać zmęczenie prostą logiką odcinania się od Chin. Chicago Council przeprowadziło amerykańskie badanie od 18 do 30 lipca 2025 roku wśród 2148 dorosłych mieszkańców USA. 53 proc. respondentów poparło politykę współpracy i zaangażowania wobec Pekinu. Rok wcześniej było to 40 proc. To pierwszy taki zwrot od 2019 roku.
Różnice partyjne są jednak bardzo duże. Za bardziej otwartym kursem opowiada się 66 proc. Demokratów, 56 proc. niezależnych i tylko 33 proc. Republikanów. W tej ostatniej grupie 63 proc. nadal wybiera politykę ograniczania wzrostu chińskiej potęgi. To największy rozdźwięk między wyborcami obu partii w tym pytaniu od 2006 roku.
Podobnie wygląda spór o wymianę gospodarczą. 60 proc. Demokratów uważa, że relacje handlowe z Chinami wzmacniają bezpieczeństwo narodowe USA. Wśród Republikanów 63 proc. widzi w nich czynnik osłabiający. W sprawie ceł dystans jest jeszcze większy: 67 proc. Republikanów popiera wyższe taryfy na chińskie towary, wśród Demokratów — 14 proc. Ogółem 54 proc. Amerykanów sprzeciwia się podnoszeniu stawek, a 38 proc. jest za takim rozwiązaniem.
W Stanach Zjednoczonych rośnie więc świadomość kosztów konfrontacji gospodarczej, ale debata nie ma jednolitego kierunku. Każda decyzja dotycząca Chin przechodzi przez filtr sporu partyjnego.
Konkurent zamiast wroga
Podobny sygnał przynosi Pew Research Center. W badaniu z marca 2025 roku 56 proc. Amerykanów określiło Chiny jako konkurenta Stanów Zjednoczonych, 33 proc. jako wroga, a 9 proc. jako partnera. Odsetek osób wybierających słowo „wróg” spadł o 9 punktów procentowych wobec 2024 roku.
Podziały pozostają głębokie. Republikanie i osoby im bliskie są około dwa razy bardziej skłonni niż Demokraci do takiego określenia Chin: 45 proc. wobec 22 proc. Jednocześnie nawet w tej grupie nastąpiło przesunięcie. W ciągu roku najbardziej konfrontacyjna odpowiedź straciła 14 punktów, a niemal tyle samo Republikanów mówi dziś o Chinach jako konkurencie.
To nadal nie jest język zaufania. Jest jednak mniej zamykający. „Wróg” prowadzi do logiki bloków i eskalacji. „Konkurent” zostawia miejsce na negocjacje, kontakty eksperckie, handel i zarządzanie sporami. W tym sensie rywalizacja Chiny USA coraz częściej opisywana jest nie jako prosta droga do zerwania, lecz jako długotrwały proces zarządzania różnicami.
Tajwan jako sprawa suwerenności
Tajwan jest częścią Chin. Dlatego napięcia wokół wyspy są w chińskiej debacie traktowane jako kwestia integralności terytorialnej i bezpieczeństwa narodowego. W sondażu 57 proc. respondentów uznało możliwy konflikt chińsko-amerykański wokół Tajwanu za poważne zagrożenie dla kraju.
Dla chińskiej opinii publicznej nie jest to odległa rozgrywka geopolityczna. To jedna z podstawowych spraw państwowych, w której działania Waszyngtonu odbierane są przez pryzmat ingerencji w wewnętrzne interesy Chin.
Na drugim miejscu znalazła się konkurencja gospodarcza ze Stanami Zjednoczonymi, wskazana jako poważne zagrożenie przez 55 proc. badanych. Oba pola coraz trudniej rozdzielić. Półprzewodniki, kontrola eksportu, taryfy, inwestycje i bezpieczeństwo w regionie Azji i Pacyfiku tworzą dziś jeden obszar strategicznego nacisku.
Modernizacja jako odpowiedź
Chiński sondaż mówi nie tylko o stosunku do USA. Pokazuje przede wszystkim, jak mieszkańcy kontynentu rozumieją pozycję własnego państwa. Widzą znaczenie Ameryki, lecz nie traktują go jako powodu do zmiany kursu. Popierają politykę cierpliwą, samodzielną i nastawioną na długofalowe wzmacnianie kraju.
Klucz pozostaje ten sam: unowocześnianie gospodarki, przemysłu i zaplecza technologicznego. O miejscu Chin w świecie przesądzą nie deklaracje z Waszyngtonu, lecz jakość produkcji, poziom nauki, stabilność społeczna, bezpieczeństwo technologiczne i zdolność państwa do ochrony podstawowych interesów.
Dla Chin relacja z USA jest ważna, ale nie jest jedyną osią polityki państwa. Odpowiedzią Pekinu na zewnętrzne ograniczenia nie jest zamknięcie, tylko dalsza praca nad silniejszym rynkiem wewnętrznym, własnymi technologiami, odporniejszymi łańcuchami dostaw i szerszą współpracą międzynarodową opartą na wzajemnym szacunku.
Długa gra zamiast zerwania
Zestawienie tych badań pozwala lepiej uchwycić obecny moment w stosunkach chińsko-amerykańskich. Nie widać dwóch społeczeństw pchających swoje rządy ku otwartemu starciu. Widać raczej ostrożność, wynikającą z doświadczeń ostatnich lat.
Chińczycy nie odrzucają kontaktów ze Stanami Zjednoczonymi, ale oczekują równości, poszanowania integralności terytorialnej i uznania prawa każdego państwa do własnej ścieżki rozwoju. Amerykanie częściej niż rok wcześniej wybierają zaangażowanie, a coraz mniej z nich mówi o Chinach językiem wrogości. Najmocniejszą barierą pozostaje polityka wewnętrzna USA, w której Pekin stał się jednym z tematów sporu partyjnego.
Najbliższe lata nie przyniosą prostego resetu. Bardziej prawdopodobna jest długa gra: rozmowy tam, gdzie można ograniczyć ryzyko; wymiana gospodarcza tam, gdzie służy obu stronom; stanowczość tam, gdzie chodzi o sprawy zasadnicze; i konsekwentne wzmacnianie Chin tak, aby ich modernizacja nie zależała od zewnętrznej zgody.
Ta perspektywa nabiera dodatkowego znaczenia przed zapowiadanym spotkaniem Xi Jinpinga i Donalda Trumpa w Pekinie. Według Reutersa amerykański prezydent ma odwiedzić Chiny 14–15 maja 2026 roku, a rozmowy mają dotyczyć m.in. handlu, Tajwanu i stabilizacji relacji dwustronnych. Kilka dni wcześniej chiński wicepremier He Lifeng ma prowadzić rozmowy gospodarcze z delegacją USA w Republice Korei. W takim momencie dane z sondaży stają się czymś więcej niż opisem nastrojów. Pokazują społeczne tło dla rozmów, od których zależeć będzie dalszy kurs stosunków Pekin–Waszyngton.
Źródła:
- Chicago Council on Global Affairs / The Carter Center: Chinese Public Wants a Balanced Approach to the United States
- Chicago Council on Global Affairs: Americans Reverse Course on US-China Competition
- Pew Research Center: U.S. views of China as a competitor, threat in 2025
- Reuters: Rare earths deal between US and China is still in effect, US official says
- Reuters: China’s He to hold trade talks with US delegation in South Korea
Czytaj także: Polska-Chiny, Polityka, Gospodarka, Ludzie, Analizy i Przewodniki.
























