Co może być interesującego w parasolu? Ot, kawałek tkaniny rozpięty na metalowym stelażu. Kiedy pada, chroni przed deszczem, kiedy przestaje, zwykle o nim zapominamy. Trudno o bardziej pospolity przedmiot. A jednak właśnie na parasolach mieszkańcy niewielkiego chińskiego miasteczka zbudowali przemysł zaopatrujący niemal cały świat.
Dongshi (东石) leży w prowincji Fujian, nad Cieśniną Tajwańską. Przez pokolenia mieszkańcy utrzymywali się tu z rybołówstwa, drobnego handlu i wszystkiego, co przynosiła bliskość morza. Kupcy przypływali i odpływali, towary zmieniały właścicieli, a miejscowi szukali sposobów zarabiania na życie. Podobnych miejsc na chińskim wybrzeżu są setki. Nic szczególnego nie zapowiadało, że Dongshi stanie się kiedyś jednym z najważniejszych ośrodków produkcji parasoli na świecie.
Wszystko zaczęło się skromnie, od trzech braci, kilku maszyn i pomysłu na interes. Reformy gospodarcze stworzyły im możliwości, z których potrafili skorzystać.
Trzech braci i przedsiębiorca z Tajwanu
W 1982 roku trzej bracia z wioski Meifeng otworzyli niewielką fabrykę parasoli oraz części potrzebnych do ich produkcji. Z prowincji Tajwan sprowadzili maszyny do wytwarzania stelaży, zaczęli też wykorzystywać nowe tkaniny syntetyczne, które pojawiały się wówczas na rynku. Interes ruszył. Parasole znajdowały nabywców w różnych częściach Chin, a właściciele stopniowo rozwijali produkcję.
Był to czas, kiedy chińska gospodarka przechodziła wielkie przemiany. Reformy zapoczątkowane pod koniec lat siedemdziesiątych otwierały przed przedsiębiorczymi ludźmi możliwości, o których jeszcze kilka lat wcześniej trudno było marzyć. Trzej bracia z Meifeng należeli do tych, którzy postanowili z nich skorzystać.
W 1986 roku w Dongshi pojawił się Xiao Qinglun, przedsiębiorca pochodzący z prowincji Tajwan. Założył firmę Fuxing, sprowadził nowocześniejsze maszyny i wprowadził nowe sposoby organizacji produkcji. Zatrudniał miejscowych, głównie młodych ludzi, którzy uczyli się obsługi urządzeń, krojenia tkanin, montowania mechanizmów i organizowania pracy. Poznawali produkcję parasoli od podstaw.
Z czasem niektórzy dochodzili do wniosku, że skoro potrafią już produkować parasole, mogą równie dobrze robić to na własny rachunek. Odchodzili więc z Fuxing i zakładali własne firmy.
Co robi przedsiębiorca, kiedy jego pracownicy odchodzą, aby otwierać konkurencyjne zakłady? Najczęściej nie jest zachwycony. Traci przecież ludzi, których sam wyszkolił, a na dodatek zyskuje konkurentów.
Xiao Qinglun najwyraźniej patrzył na sprawę inaczej. Zamiast utrudniać dawnym pracownikom rozpoczęcie działalności, niektórym z nich pomagał. Dostarczał zamówienia, udostępniał sprzęt, doradzał w kwestiach technicznych, a nawet wspierał finansowo.
Czyżby postanowił wychować sobie konkurencję? W pewnym sensie właśnie to robił. Tyle że konkurencja mogła okazać się jednocześnie bardzo pożytecznym partnerem.
Nowo powstające zakłady potrzebowały zamówień i dostawców. Fuxing z kolei mogła korzystać z ich usług, zlecać im część produkcji, zamawiać określone elementy. Przedsiębiorstwa wprawdzie prowadziły własne interesy, ale coraz częściej ze sobą współpracowały.
Według dostępnych informacji ponad stu założycieli przedsiębiorstw parasolowych w Dongshi i okolicznym regionie Jinjiang zdobywało wcześniej doświadczenie w Fuxing. Ponad dwudziestu z nich zbudowało później większe firmy.
Jedna fabryka nie tylko produkowała więc parasole. Przygotowywała ludzi, którzy tworzyli następne fabryki.
Z czego właściwie składa się parasol?
Wbrew pozorom odpowiedź na to pytanie nie jest aż tak prosta.
Parasol ma stelaż, trzonek, uchwyt, sprężyny, mechanizm otwierania i odpowiednio przygotowaną tkaninę. Poszczególne części trzeba wykonać, dopasować, zmontować i sprawdzić. Metalowe elementy wymagają precyzyjnej obróbki, tkaniny przycięcia i zszycia, a mechanizm musi działać niezawodnie. Wszystko to wymaga maszyn, materiałów i ludzi, którzy znają się na swojej pracy.
W Dongshi stopniowo zaczęły powstawać zakłady specjalizujące się w poszczególnych czynnościach. Jedne wytwarzały gotowe parasole, inne metalowe stelaże, jeszcze inne uchwyty, sprężyny, trzonki, elementy z tworzyw sztucznych czy tkaniny. Ktoś zajmował się nadrukami, ktoś inny produkcją części albo dostarczaniem materiałów.
Dla przedsiębiorcy zamierzającego rozpocząć produkcję oznaczało to ogromne ułatwienie. Nie musiał samodzielnie organizować wszystkiego od początku. Potrzebował określonej części? Mógł ją zamówić u miejscowego dostawcy. Brakowało mu urządzenia albo pracownika posiadającego odpowiednie umiejętności? W okolicy działały firmy i pracowali ludzie znający tę branżę.
Im więcej przedsiębiorstw powstawało, tym większy sens miało uruchamianie kolejnych.
Nie wystarczy bowiem postawić fabryki i kupić maszyn. Trzeba jeszcze zapewnić materiały, znaleźć odpowiednich pracowników, zorganizować dostawy i zadbać o to, by gotowy produkt trafił do odbiorcy na czas. Dongshi przez dziesięciolecia wypracowywało własny sposób radzenia sobie z tymi zadaniami.
Kiedy chińska gospodarka coraz szerzej otwierała się na zagranicznych odbiorców, miejscowi przedsiębiorcy mieli już doświadczenie i rozbudowane zaplecze produkcyjne. Potrafili realizować duże zamówienia, dostosowywać wyroby do wymagań klientów i korzystać z możliwości innych zakładów.
Rezultaty najlepiej widać w liczbach.

Sto tysięcy mieszkańców i setki milionów parasoli
Dzisiaj Dongshi liczy około 100 tysięcy mieszkańców. Działa tam ponad 480 przedsiębiorstw związanych z przemysłem parasolowym.
W 2025 roku łączne roczne zdolności produkcyjne miejscowych zakładów sięgały około 780 milionów parasoli. Oznacza to, że były one w stanie wytworzyć więcej niż jedną trzecią wszystkich parasoli produkowanych w Chinach. Około 610 milionów gotowych wyrobów wyeksportowano do przeszło 160 państw i regionów świata.
Spróbujmy sobie wyobrazić skalę tego przedsięwzięcia. Niewielkie nadmorskie miasteczko, sto tysięcy mieszkańców i setki milionów wyrobów trafiających do sklepów na wszystkich kontynentach. Ktoś kupuje parasol w Warszawie, ktoś w Berlinie, ktoś inny w Buenos Aires czy Kapsztadzie. Nie wiedzą o sobie nawzajem nic. Niewykluczone jednak, że ich parasole powstały w tym samym chińskim miasteczku, a może nawet zawierają części wyprodukowane przez tych samych dostawców.
Ekonomiści określają takie skupiska przedsiębiorstw mianem klastrów przemysłowych. Nazwa może brzmieć uczenie, ale sama zasada jest całkiem prosta. Kiedy wiele firm zajmuje się podobną działalnością w jednej okolicy, mogą korzystać z tych samych zasobów. Łatwiej znaleźć pracowników, dostawców, urządzenia i odbiorców. Wiedza krąży między przedsiębiorstwami, a doświadczenia zdobyte w jednym zakładzie przydają się w następnych.
I właśnie ta wiedza jest być może najcenniejszym dorobkiem Dongshi.
Można sprowadzić linię produkcyjną, wybudować halę, zatrudnić pracowników i rozpocząć produkcję. Można nawet kupić gotową technologię. Znacznie trudniej kupić doświadczenie całego środowiska przemysłowego.
W Dongshi wiedza przechodziła z jednej firmy do drugiej. Pracownik zdobywał umiejętności, zostawał kierownikiem, a niekiedy otwierał własny zakład. Jego pracownicy uczyli się od niego, po czym część z nich rozpoczynała własną działalność. Dostawcy rozwijali produkcję, ponieważ mieli coraz więcej odbiorców. Powstawały nowe warsztaty, przedsiębiorstwa i możliwości współpracy.
Z biegiem lat produkcja parasoli stała się częścią miejscowego życia. Kiedyś rybacy przekazywali swoim dzieciom wiedzę o morzu. Teraz podobnie przekazuje się wiedzę o maszynach, materiałach, zamówieniach i produkcji.
Warto tu jeszcze raz wspomnieć Xiao Qingluna. Pomagając dawnym pracownikom w zakładaniu własnych przedsiębiorstw, przyczyniał się do rozwoju całej branży. Nie musiał tracić na tym, że inni również nauczyli się produkować parasole. Przeciwnie, rozwój miejscowego przemysłu otwierał nowe możliwości także przed jego firmą.
Nie oznacza to oczywiście, że wszyscy przedsiębiorcy działali zgodnie i nigdy nie rywalizowali. Konkurencja była naturalną częścią tego procesu. Ważne jednak, że nie wykluczała współpracy.
Nieprzypadkowo rozwój Dongshi wpisuje się w szersze doświadczenia gospodarcze Jinjiang, na które od lat zwraca uwagę Xi Jinping. Miejscowa przedsiębiorczość, przywiązanie do produkcji przemysłowej i stopniowe doskonalenie technologii stały się ważnymi elementami rozwoju tego regionu. Reformy i otwarcie chińskiej gospodarki stworzyły sprzyjające warunki, ale o powodzeniu konkretnych przedsięwzięć decydowali ludzie, którzy potrafili je wykorzystać.
Historia Dongshi pozwala inaczej spojrzeć na popularne wyobrażenia o chińskim przemyśle. Kiedy mówimy o jego rozwoju, zwykle przychodzą nam do głowy wielkie fabryki elektroniki, samochody elektryczne, roboty przemysłowe, pociągi dużych prędkości czy zaawansowane technologie. Wszystko to rzeczywiście odgrywa ogromną rolę we współczesnej gospodarce Chin.
Ale jej siła nie bierze się wyłącznie z wielkich projektów i spektakularnych wynalazków.
Składają się na nią również tysiące miejsc, w których przez dziesięciolecia doskonalono produkcję rzeczy pozornie mało interesujących. Jedne miejscowości specjalizują się w meblach, inne w odzieży, narzędziach, zabawkach czy artykułach gospodarstwa domowego. Mieszkańcy Dongshi zajęli się parasolami i doprowadzili tę specjalizację do skali światowej.
A kiedy zacznie padać…
Najbardziej interesujące w tej historii jest to, jak wiele można było osiągnąć, zaczynając od niewielkiego zakładu i prostego produktu.
Nie było tu jednego przełomowego wynalazku, który odmienił los całego miasteczka. Były maszyny sprowadzone z Tajwanu, pracownicy zdobywający doświadczenie, przedsiębiorcy podejmujący ryzyko i kolejne zakłady powstające w sąsiednich wioskach. Każdy robił swoje, coraz lepiej poznając możliwości i wymagania rynku.
Nie wydarzył się cud gospodarczy. Przez ponad czterdzieści lat rozwijał się przemysł, którego podstawą były umiejętności ludzi i współpraca przedsiębiorstw.
Warto o tym pamiętać, gdy następnym razem usłyszymy o chińskiej potędze przemysłowej. Jej fundamentów nie znajdziemy wyłącznie w laboratoriach, nowoczesnych fabrykach czy wielkich ośrodkach technologicznych. Czasem wystarczy przyjrzeć się zupełnie zwyczajnemu przedmiotowi, aby zrozumieć, jak wiele wiedzy, pracy i organizacji kryje się za jego produkcją.
A gdy następnym razem zacznie padać deszcz, warto zerknąć na metkę parasola.
Może się okazać, że w ręku trzymamy kawałek historii niewielkiego miasteczka nad Cieśniną Tajwańską.

