Dziś światem rządzą dwie autokracje.
Przewodniczący Xi rzucił koło ratunkowe prezydentowi Trumpowi.
Obiecał, że szybko kupi amerykańską soję i samoloty koncernu Boeing.
Dzięki temu prezydent Trump będzie mógł dowodzić swej skuteczności amerykańskim farmerom borykającym się z nadmiarem soi oraz zatrudnionym w dołującym koncernie lotniczym.
I spieniężyć ją na ich głosy w wyborach uzupełniających.
Oczywiście przewodniczący Xi nie ruszył na ratunek prezydentowi Trumpowi bezinteresownie. Podczas waszyngtońskiego szczytu
Xi- Trump zatwierdzono porozumienie o wzajemnej redukcji ceł na kwotę 30 miliardów dolarów. Przedłużono też rozejm w wojnie handlowej do 10 stycznia 2027 roku. Powołania dwustronną Radę Handlu.
Dzięki temu Chiny nadal będą mogli korzystnie sprzedawać w USA.
Przewodniczący Xi potrzebuje amerykańskiego rynku, bo jego partia musi intensywnie szukać źródeł finansowania dalszego chińskiego rozwoju. A także złagodzenia skutków spekulacji na rynku mieszkań i nieruchomości, które zubożyły setki tysięcy Chińczyków. No i pierwszych oznak kryzysu demograficznego, zjawiska nieznanego tam w wielotysięcznej historii.
Starsi panowie dwaj
Przywódcy Chin i USA to politycy dojrzali doświadczeniami i wiekiem.
Obaj są liderami największych na świecie, rywalizujących ze sobą, potęg. Reprezentują inne systemy gospodarcze i polityczne, i przede wszystkim kultury i style uprawiania polityki.
Pomimo tak fundamentalnych różnic osiągnęli ważne dla nich porozumienie. Czasowe niestety, ale dziś bardzo ważne dla reszty świata.
Dowiedli tym, że Chiny i USA potrafią się dogadać. Nie zważając na bieżące interesy i postulaty swych międzynarodowych sojuszników.
To ważna lekcja dla politycznych liderów BRICS+, SOW, ASEAN, NATO i UE.
Dowiedli też, że medialny „autokrata” Xi może ratować medialnego „demokratę” Trumpa, kiedy ten musi przekupić amerykańskich wyborców. Przy okazji potwierdziło się, że medialny „autokrata” Xi nie ma też nieograniczonej władzy. Musi ciągle dbać o interesy swych obywateli. Nawet jeśli nie wisi nad miecz przegranych wyborów.
Bo stabilność i ciągłość władzy KPCh warunkowana jest zadowoleniem obywateli z jakości rządzących elit.
Paradoksalnie „autokracie” Xi czasem trudniej jest niż „demokracie” Trumpowi. Prezydent USA może skupić się na kupowaniu głosów jedynie w „wahających się stanach”. A Xi musi dbać o rozwój i dobrostan całych Chin.
Nie wolno mu jawne faworyzować jednych prowincji kosztem drugich.
Zawarte między Xi i Trumpem porozumienie to sygnał dla sojuszników Trumpa z prodemokratycznej Unii Europejskiej. Dziś „przywódca wolnego, demokratycznego świata” nie ma żadnych formalnych, systemowych, estetycznych, historycznych przeszkód by robić biznesy z chińską „autokracją”.
A dla polskich reliktów „antykomunizmu”, to dowód, że chińscy „komuniści”
To swoje chłopaki. Wierni sojusznicy USA podczas II wojny światowej.
Dla chińskich sojuszników porozumienie Xi – Trump to dowód, że interesy można robić nawet z wrogim „amerykańskim Szatanem”.
Właśnie taką chińską drogą podąża teraz Białoruś. Czy wyruszy na nią Iran?
W oświadczeniu MSZ Chin czytamy, że podczas szczytu ustalono, iż Iran powinien „wywiązać się ze zobowiązania do nierozwijania broni nuklearnej”.
A także, że nikt na świecie nie może narzucać opłat na międzynarodowych szlakach wodnych. Czyli za korzystanie z cieśniny Ormuz też.
Mamy zatem odnowiony, stary „koncert mocarstw”. Pod batutą dwóch kapelmistrzów. Obu wybranych wedle różnych procedur, ale rządzących autokratycznie.
Na jakie partytury globalnego rozwoju zgodzili się jeszcze, niebawem dowiedzą się Kubańczycy, Tajwańczycy, Europejczycy, a nawet Rosjanie.
Moskwa bez twarzy
Truizmem jest spostrzeżenie, że Rosja uzależnia się od Chin. W bajki jednak można włożyć wizje, że niebawem miliony Chińczyków ruszą odbić „ich Syberię”. Zagarniętą przez Rosję w XIX wieku, kiedy Chiny upadły. Tych terytoriów Chiny nie wyrzekły się i nie uznają obecnej granicy z Rosją.
Ale groźniejsze dla interesów Rosji jest, że Chiny coraz mniej od Rosji potrzebują.
Oczywiście podczas spotkań obu liderów przewodniczący Xi zawsze będzie zapewniać prezydenta Putina o ich niezłomnej przyjaźni, strategicznym partnerstwie i wzajemnie korzystnej współpracy gospodarczej. Będą piękne czerwone dywany, fajerwerki, rzędy dziewcząt w tradycyjnych strojach. Jednocześnie Chiny nie chcą finansować rosyjskiego gazociągu „Siła Syberii” i upierają się by przyznać im preferencyjne ceny za rosyjski gaz. Mogą wybrzydzać, bo mają kasę i innych oferentów.
W zeszłym roku po raz pierwszy w historii Chiny pozyskały tyle samo energii z OZE co z węgla kamiennego. Choć zamierzają zwiększać energię z OZE, to kopalń i elektrowni węglowych nie będą szybko wygaszać. Traktują je jako element bezpieczeństwa energetycznego.
Ale strategiczne kierunki rozwoju chińskiej gospodarki, czyli inwestowanie w AI, nowe technologie, odnawialne źródła energii, rozjeżdżają się z obecną gospodarką Rosji. Bazująca na zyskach ze sprzedaży węglowodanów i innych surowców.
Rosyjska gospodarka i nauka ma coraz mniej do zaoferowania chińskiej. Państwo Środka nie potrzebuje rosyjskich technologii, towarów wypełniaczy supermarketów, rosyjskiego dizajnu, czy mody dla kobiet.
Dziś Rosja potrzebna jest chińskiej gospodarce jako teren przyjaznych szlaków handlowych. Istniejący już klejowy i lotniczy. I przyszły szlak morski, przez Arktykę.
Rosja nadal imponuje chińskim wojskowym jako mocarstwo dysponujące bronią atomową. Jednocześnie armia rosyjska coraz częściej wykpiwana jest przez chińskich internautów jako zgraja nieudaczników i luzerów. Przegrywa z mniejszą, wasalną kiedyś Ukrainą.
Dodatkowo ekipa prezydenta Putina wzmacniając sojusz wojskowy i gospodarczy z KRLD zirytowała chińskich nacjonalistów. Korea Północna od tysiącleci była dla Chin „bliską zagranicą”. Seul zwanym był też „miastem Hanów”, po rosyjski „Kitajgorodem”.
Teraz Kim Dzong Un rośnie w siłę, bo kupuje od Rosji technologie, jakie blokowali mu Amerykanie i Chińczycy. Zwiększa swą suwerenność.
Pekin nie będzie publiczne demonstrować niezadowolenia, bo to niezgodne z chińska kultura polityczną. Cierpliwie poczeka na moment, by przypomnieć KRLD jej miejsce w regionalnym „ładzie międzynarodowym”. A Rosji zdradę w deklarowanej przyjaźni. Nie zdziwię się, jeśli zyska wsparcie od administracji USA.
W politycznej Azji obowiązuje zasada, że kiedy mamy jednocześnie konflikt i interes do zrobienia, to robimy interes. A na czas transakcji zapominamy o konflikcie. Ale rachunek krzywd w zawsze zostaje. Czeka na odpowiedni czas w historii.
Dlatego marzenia rosyjskich politologów, filozofów i ekonomistów o Rosji porzucającej „zgniły europejski Zachód” i tworzącej z Chinami nową, zdrową wspólnotę cywilizacyjną można w bajki włożyć. To znane nam mesjanistyczne mrzonki, opium dla słowiańskiej braci.
Teraz chińskie elity polityczne, kulturalne, gospodarcze postulują renesans chińskiej cywilizacji. Najwspanialszej kultury na świecie. Jej reprezentanci chętnie podzielą się niektórymi jej zdobyczami z resztą świata. Nauczą chińskich znaków i jedzenia pałeczkami. Ale o wspólnocie z niechińskimi cywilizacjami mowy nie.
Zwłaszcza z luzerami, którzy ciągle bezprawnie „okupują chińską Syberię”.
Chiny a Polska
Polskie elity polityczne nadal nie rozumieją chińskie polityki. Nie mają planu dalekosiężnej współpracy gospodarczej i politycznej z Chinami. Najważniejszą iluzją jest, że Polska może zrównoważyć, albo radykalnie zmniejszyć, deficyt w handlu z Chinami.
W mieście Ningbo jest wielkie centrum handlu Europy Środkowo- Wschodniej. Polskie stoisko jest tam największe. Najczęściej odwiedzane. Ma największe obroty. Oferujemy ceramikę z Bolesławca. A także miód, słodycze, piwo, mleko. Ostatnio władze polskie forsowały sprzedaż kurczaków, wołowiny, owoców borówki amerykańskiej. W ilościach wystarczających dla jednego średniej wielkości chińskiego miasta.
Polska potrzebna jest Chinom jako jeden z dostawców miedzi. Surowca zapewniającego im bezpieczeństwo. I przede wszystkim przyjaznego szlaku kolejowego do Unii Europejskiej oraz polskich morskich portów.
Oczywiście gospodarka polska uczestniczy w handlu z Chinami jako ważny kooperant innych europejskich firm. Zwłaszcza niemiecki. I osiąga poważne zyski. Ale to nie jest odnotowywane w formalnym bilansie.
Dlatego nie słuchajcie polskich politycznych durniów, którzy postulują wam wyjście z Unii Europejskiej i stworzenie „suwerennej” współpracy z Chinami.
Wielokrotnie w Chinach słyszałem, że tylko Polska w Unii Europejskiej jest atrakcyjna dla Chin. Sojuszników spoza Unii, jak Serbię, Białoruś, Albania oni już mają. Po co im Polska jako druga Albania ?
PS. Więcej w Tygodnik NIE


























