Wiosną 1953 roku „Mazowsze” ruszyło w dwumiesięczną podróż po Chinach. Polskie pieśni bisowano, po koncertach artyści wracali z naręczami kwiatów, a młodzi chińscy tancerze zaczęli uczyć się polskich kroków. Pierwsza wizyta nie skończyła się wraz z odjazdem pociągu: „Mazowsze” wracało później do Chin, a jego piosenki i tańce zostały tam zapamiętane na długo.
28 kwietnia 1953 roku specjalny pociąg z ponad 150 polskimi artystami i muzykami wjechał na dworzec w Pekinie. „Renmin Ribao” informował następnego dnia, że na przyjezdnych czekało ponad 1500 osób. Byli wśród nich przedstawiciele świata kultury, młodzi artyści, robotnicy, żołnierze i studenci. Zanim „Mazowsze” zdążyło dać pierwszy duży koncert, jego przyjazd sam stał się wydarzeniem.
Na chińską scenę nie przyjechała jednak zwykła kapela ludowa. „Mazowszu” towarzyszyła orkiestra Filharmonii Warszawskiej prowadzona przez Andrzeja Panufnika, który podczas podróży pełnił również funkcję tymczasowego kierownika zespołu. Pieśni i tańce zebrane z polskich regionów były już wtedy opracowane dla dużej sceny: z profesjonalną choreografią, kostiumami i rozbudowaną oprawą muzyczną. Chińska publiczność dostała więc folklor przetworzony w pełnowymiarowe widowisko.
Za scenicznym kształtem zespołu stali przede wszystkim Tadeusz Sygietyński i Mira Zimińska-Sygietyńska. Sygietyński wyszukiwał młodych wykonawców, opracowywał melodie i układał repertuar. Mira budowała teatralną stronę przedstawień, pilnowała stroju, ruchu i tego, jak całość wygląda na scenie. Wielu artystów trafiło do „Mazowsza” jako nastolatkowie z niewielkich miejscowości, nieraz z doświadczeniem ograniczonym wcześniej do miejscowego chóru. Kilka lat później występowali już tysiące kilometrów od domu.

Podróż zaczęła się dwa lata wcześniej
3 kwietnia 1951 roku Polska i Chińska Republika Ludowa podpisały w Warszawie umowę o współpracy kulturalnej. Dokument przewidywał wymianę studentów i profesorów, współpracę instytucji naukowych, przekłady książek, wystawy, filmy oraz przedstawienia teatralne i muzyczne. Powołano również mieszaną komisję, która miała przekładać ogólne zapisy umowy na konkretne programy współpracy.
Kontakty szybko wyszły poza papier. W Polsce pokazywano chińską sztukę, w Pekinie organizowano wystawy polskiego malarstwa, przyjeżdżali muzycy, plastycy i zespoły artystyczne. Wiosenne tournée „Mazowsza” w 1953 roku było jednym z najbardziej widowiskowych przedsięwzięć tego pierwszego okresu kontaktów.
Umowa mogła zapewnić transport, scenę i oficjalne powitanie. Nie mogła jednak zapewnić reakcji widowni. O tym miały zdecydować koncerty.
Czterdzieści tysięcy widzów i polskie tańce w chińskich salach prób
3 maja „Mazowsze” wystąpiło na stadionie Xiannongtan w Pekinie przed ponad 40 tysiącami robotników. Kolejne koncerty organizowano dla młodzieży, żołnierzy, studentów i środowisk artystycznych. Chińska prasa przedstawiała historię zespołu, objaśniała polskie tańce, opisywała repertuar i sposób przygotowywania widowiska. Publiczność nie dostawała więc wyłącznie egzotycznego dla niej obrazu kolorowych strojów. Dostawała również kontekst.
Skalę zainteresowania dobrze pokazuje wydanie „Renmin Ribao” z 17 maja. Całą piątą stronę wypełnił fotograficzny materiał o „Mazowszu”: występy, polskie tańce, spotkania z chińskimi artystami, powitanie na dworcu i koncert dla ponad 40 tys. robotników. Kilka dni wcześniej „Trybuna Ludu”, powołując się na Agencję Nowych Chin, informowała o dwugodzinnym przedstawieniu dla 5600 studentów. Niektóre numery trzeba było powtarzać na bis, a po występie publiczność wręczała Polakom kwiaty.
Popularność szybko wyszła poza widownię. „Renmin Ribao” podał, że 7 i 8 maja około 140 młodych chińskich tancerzy z pekińskich instytucji artystycznych uczyło się repertuaru „Mazowsza”. W ciągu dwóch dni opanowali siedem polskich tańców ludowych. Wcześniej wybrano dwunastoosobową grupę, która regularnie obserwowała próby i występy Polaków, poznając także ich pieśni.
Ćwiczono nie tylko kroki. Z relacji po powrocie wynika, że chińscy wykonawcy pracowali również nad polską wymową, a do Polaków przychodzili artyści zainteresowani sposobem prowadzenia prób i układania programu. Jednocześnie członkowie „Mazowsza” zaczęli poznawać melodie chińskie. W archiwalnej dokumentacji tournée zachowało się też określenie polskiego zespołu jako „Kwiatu Europy Wschodniej”.

Po powrocie zespołu „Dziennik Zachodni” opisywał występ przygotowany przez chińskich artystów specjalnie dla polskich gości. Jadwiga Szadziecka wspominała młodą wykonawczynię przedstawioną w gazecie jako Lan-Tsi. Dziewczyna wyszła przed Polaków i rozpoczęła po polsku: „A gdy ja już będę siwa siwiuteńka…”. Ludzie, którzy kilka tygodni wcześniej przywieźli tę pieśń do Chin, słuchali teraz własnego repertuaru wykonywanego przez chińską artystkę.
„Bandoska” trafiła do Chin inaczej niż widowiskowy mazur
Nie wszystkie utwory „Mazowsza” podobały się chińskiej publiczności z tych samych powodów. Historyk Igor Iwo Chabrowski, który przeanalizował dokumentację tej wymiany, zwrócił uwagę na rzecz dość zaskakującą. W Polsce szczególnie łatwo zdobywały brawa numery szybkie i widowiskowe. W Chinach bardzo dobrze przyjmowano także pieśni spokojne, liryczne i melancholijne.
Jedną z nich była „Bandoska”. Jej sens dobrze oddaje wers: „Nogi bolą chodzić, ręce bolą robić”. Pieśń opowiada o ciężkiej pracy sezonowej robotnicy rolnej, która czeka na zachód słońca i koniec dnia. W dokumentacji polskiej delegacji chińskie powodzenie utworu łączono właśnie z doświadczeniem ciężkiej pracy na roli, dobrze znanym miejscowej publiczności.
Chińczycy znali też sens słów. Przed koncertami rozpowszechniano tłumaczenia tekstów piosenek „Mazowsza”. „Bandoska” nie była więc tylko melodią śpiewaną w niezrozumiałym języku. Widz wiedział, że słucha o bolących nogach, zmęczonych rękach i człowieku wypatrującym końca pracy.
Polska pieśń opowiadała o doświadczeniu czytelnym daleko poza Polską. Obok widowiskowych tańców właśnie takie utwory budowały drugi, mniej oczywisty wymiar powodzenia zespołu. „Mazowsze” przyjechało z kulturą wyraźnie polską, ale część historii opowiadanych w jego piosenkach nie wymagała polskiego życiorysu, żeby je zrozumieć.
Jedwabny bukiecik został w kieszeni
Podróż z 1953 roku została wyjątkowo dobrze udokumentowana. W archiwum „Mazowsza” w Grodzisku Mazowieckim zachowały się fotografie, materiały z wyjazdów, pamiątki oraz zeszyty z wycinkami polskiej i chińskiej prasy. W „Kronice wyjazdu do Chin”, oznaczonej sygnaturą 136, przetrwały relacje, w których oficjalna wizyta schodzi na drugi plan, a zostają ludzie i drobiazgi zapamiętane z podróży.
„Dziennik Lubelski” pisał o artystach zasypywanych kwiatami podczas powitania. „Trybuna Ludu” zachowała wspomnienie Zofii Klizówny. Śpiewaczka opowiadała o chińskiej młodzieży czekającej wzdłuż pociągu: pionierach, marynarzach i żołnierzach z bukietami w dłoniach.
Rozmawiając z reporterem, Klizówna wyjęła z kieszeni bluzki niewielki bukiecik różnokolorowych kwiatów wykonanych z jedwabiu. Członkowie zespołu zachowywali takie podarunki jako pamiątki. Śpiewaczka mówiła, że młodzi Chińczycy wręczali je z taką serdecznością, iż artystom „zdawało nam się, że otrzymujemy razem z kwiatami ich serca”.

W tej samej korespondencji odezwał się Jan Granowski. Przed uroczystościami 1 maja tancerz nie mógł spać. Wiedział, że wraz z Jadwigą Szadziecką ma wręczyć podarki Mao Zedongowi, więc ułożył sobie przemowę i powtarzał ją, żeby w decydującej chwili niczego nie zapomnieć.
Stało się odwrotnie. Kiedy Granowski znalazł się przed Mao, przygotowana mowa „gdzieś się ulotniła”. Zdołał powiedzieć kilka słów, a potem rozpoczęła się krótka rozmowa. W prasowej relacji wspominał później, że z wypowiedzi Mao wychwycił między innymi słowa „Polska” i „Bierut”.

9 maja doszło do kolejnego spotkania. „Mazowsze” wystąpiło w pekińskim Huairentang. „Renmin Ribao” informował następnego dnia, że Mao Zedong uczestniczył w przedstawieniu i przed rozpoczęciem programu spotkał się z przedstawicielami polskiej grupy. Na widowni byli również Zhou Enlai, Zhu De, Liu Shaoqi, Deng Xiaoping oraz przedstawiciele chińskiego świata kultury. Po koncercie Zhou Enlai wydał przyjęcie dla całego zespołu; uczestniczył w nim także polski ambasador Stanisław Kiryluk.
Spotkania z chińskimi przywódcami nadawały wizycie rangę, ale większość dwóch miesięcy „Mazowsze” spędziło nie na oficjalnych przyjęciach, lecz w pociągach, salach prób, teatrach i kolejnych miastach.
Z Pekinu dalej w Chiny
Trasa prowadziła przez Pekin, Szanghaj, Nankin, Xi’an, Kanton, Tianjin, Shenyang i Fushun. Zespół występował przed bardzo różnymi widowniami, a pomiędzy koncertami spotykał się z miejscowymi artystami i poznawał kraj, którego większość jego członków wcześniej znała jedynie z gazet i opowieści.
Długie przejazdy nie oznaczały przerwy w pracy. W relacjach z tournée pojawiają się próby organizowane w czasie podróży: śpiewacy ćwiczyli w przedziałach, tancerze wykorzystywali korytarze wagonów, a po przyjeździe próby przenosiły się do hoteli i sal, w których akurat można było znaleźć miejsce. Za oficjalnymi fotografiami z kwiatami stała więc również zwyczajna codzienność zespołu w trasie.
Ostatni etap prowadził przez północno-wschodnie Chiny. 19 czerwca „Mazowsze” dotarło do Shenyangu. Dało pięć przedstawień w mieście i jedno w pobliskim Fushun. Według podsumowania Xinhua opublikowanego w „Renmin Ribao” obejrzało je łącznie ponad 90 tys. robotników, żołnierzy, studentów i przedstawicieli świata kultury. Lokalne gazety pisały o polskim folklorze, przygotowywały materiały fotograficzne, a rozgłośnie radiowe transmitowały koncerty.
Program nie kończył się po zejściu ze sceny. Polacy oglądali wystawę przemysłową, odwiedzili spółdzielnię rolniczą pod Shenyangiem, wielką kopalnię odkrywkową w Fushun oraz miejscowy zakład przerobu ropy. Spotykali się też z artystami z północno-wschodnich Chin. Tournée miało pokazywać Polakom nie tylko chińskie sceny i zabytki, lecz również kraj w czasie intensywnej przebudowy.

29 czerwca na dworzec w Shenyangu przyszło ponad tysiąc osób, żeby pożegnać polską grupę. Cała wyprawa przez Chiny, Mongolię i Związek Radziecki zamknęła się bilansem 44 koncertów i ponad 396 tys. widzów. Liczba dotyczy całej podróży, nie samych występów w Chinach, ale oddaje jej rozmach.
W drodze powrotnej członkowie „Mazowsza” nie śpiewali już wyłącznie polskich pieśni. Do repertuaru włączyli także melodię poznaną w Chinach. Chabrowski przytacza relację z podróży na granicy polsko-radzieckiej, gdzie przez otwarte okna wagonu miały popłynąć słowa chińskiej pieśni śpiewanej przez młodzież „Mazowsza”.
Jerzy Waldorff, komentując fotograficzną relację z tournée w tygodniku „Świat”, pisał o młodych ludziach wiozących przez kontynent swój „posag” polskich pieśni. Wracali z czymś jeszcze: z muzyką przywiezioną z drugiej strony tej podróży.
Pierwsza podróż nie została ostatnią
Jeszcze w 1953 roku kierunek podróży się odwrócił. Chiński zespół pieśni i tańca przyjechał do Karolina pod Warszawą, siedziby „Mazowsza”. Polska Kronika Filmowa 43/53 „Chiny są blisko” pokazuje rozmowy artystów obu zespołów oraz wspólne wykonanie „Ptaszka” Tadeusza Sygietyńskiego. W materiale pojawiają się między innymi Irena Santor i Lidia Korsakówna.
To był szybki ciąg dalszy spotkań rozpoczętych kilka miesięcy wcześniej w Pekinie. Chińscy artyści, którzy w Polsce oglądali próby i repertuar „Mazowsza”, przyjechali teraz do jego domu w Karolinie. Zamiast kolejnego oficjalnego komunikatu została po tym kronika filmowa, na której po prostu widać ludzi wspólnie śpiewających i uczących się od siebie.
„Mazowsze” ponownie pojechało do Chin w 1960 roku. W następnych dekadach wracało tam jeszcze kilkakrotnie. Pierwsza wyprawa nie została więc pojedynczym epizodem zamkniętym w roku 1953.
Bohdan Łukaszewicz, przez lata związany z „Mazowszem”, zachował jeszcze jedną historię z pierwszego tournée. Wspominał chińskiego chłopca, który w 1953 roku zobaczył młodego polskiego oboistę i postanowił zająć się muzyką. Został później zawodowym muzykiem i profesorem. Po wielu latach przyjechał do Polski i spotkał człowieka, którego jako dziecko oglądał podczas występu „Mazowsza”.
Tańce „Mazowsza” nadal zna wielu Chińczyków
W czerwcu 2016 roku, tuż przed wizytą państwową w Polsce, Xi Jinping opublikował w „Rzeczpospolitej” artykuł „Chiński wiatr współpracy”. Wśród przykładów wieloletnich kontaktów obu krajów przypomniał także pierwszą podróż „Mazowsza” do Chin. Nazwał zespół pierwszą zagraniczną grupą artystyczną zaproszoną na występy do Chińskiej Republiki Ludowej. Wymienił mazurki, polonezy i „Kukułeczkę”, zaznaczając, że utwory i tańce zespołu nadal zna wielu Chińczyków.
19 czerwca 2016 roku Xi Jinping i Peng Liyuan przyjechali do Warszawy. Wieczorem Andrzej Duda i Agata Kornhauser-Duda przyjęli ich w Belwederze na prywatnym obiedzie, po którym obie pary wysłuchały koncertu „Mazowsza”. Do tego czasu zespół występował w Chinach już sześciokrotnie.

6 lutego 2026 roku do siedziby „Mazowsza” w Otrębusach przyjechali artyści z chińskiej prowincji Hubei. Tego wieczoru wystąpili z programem „Magiczny Hubei”, przygotowanym przy współpracy Ministerstwa Kultury i Turystyki Chin oraz Ambasady Chińskiej Republiki Ludowej w Polsce.
Następnego dnia, 7 lutego, wystąpili ponownie. Przed koncertem „Kalejdoskop Barw Polski” pokazali taniec „Feniks tańczy nad ziemią Chu”.

Źródła:
- Igor Iwo Chabrowski, „Folklore and Global Cross-cultural Communication in the Communist World: Poland and China in the 1950s”, „Cold War History”
- „Trybuna Ludu”, 13 maja 1953 r., nr 132 – „Wielkie dni «Mazowsza» w Pekinie” i relacje z pobytu zespołu w Chinach
- „Dziennik Zachodni”, 4 sierpnia 1953 r., „Mazowsze na dwóch kontynentach”
- „Renmin Ribao”, 1953: przyjazd do Pekinu, występy i nauka polskich tańców, materiał o „Mazowszu”, zakończenie tournée
- Umowa o współpracy kulturalnej Polski i ChRL z 3 kwietnia 1951 r. oraz opracowanie Ambasady ChRL w Polsce dotyczące historii wymiany kulturalnej
- Materiały z wizyty Xi Jinpinga w Polsce w 2016 r.: artykuł Xi Jinpinga przed wizytą oraz Kancelaria Prezydenta RP – koncert „Mazowsza” w Belwederze


























